I Rodzinny Rajd Rowerowy w Gorlicach – wyścig z deszczem

  • Ryszard Szarowicz
  • Relacje
I Rodzinny Rajd Rowerowy w Gorlicach – wyścig z deszczem

W niedzielę, 24 czerwca br., odbył się I Rodzinny Rajd Rowerowy w Gorlicach. Z powodu zmiennej pogody można go było nazwać wyścigiem z deszczem. Jeszcze o godzinie 10:30 moczył on pierwszych rejestrujących się do udziału w Rajdzie rowerzystów. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, najpierw deszcz, za moment słońce, a już za chwilę kolejne nadciągające chmury deszczowe.

My dojechaliśmy na start około 11:30, po czym zarejestrowaliśmy się i otrzymaliśmy pakiety startowe czyli: numer, mapkę z opisem tras, notkę z opisem konkursu “Szukamy biało-czerwonej”, ulotki informujące o przyszłych wydarzeniach oraz kupon na posiłek regeneracyjny. Niestety, z uwagi na niepewną pogodę, na starcie stawiło się tylko około 100, może 150 rowerzystów. Oprócz samych gorliczan, nie brakło osób z pobliskich miejscowości jak i z innych rejonów Małopolski, którzy w tym roku już w nie jednym rajdzie z serii Rodzinne Rajdy Rowerowe brali udział. Przedział wieku tych co wstawili się na starcie zaczynał się od pięciu lat a zamykał osiemdziesięcioma dwoma latami!

Oczekując na start spotkaliśmy czwórkę znajomych z Rajdu w Dąbrowej Tarnowskiej, Patrycję, Monikę, Jacka i Marka, z którymi mieliśmy okazję się tam ścigać. Moment startu przedłużał się, chmury napływały, a my razem oczekiwaliśmy na przyjazd spóźniającej się karetki z Krakowa, która miała zabezpieczać imprezę. Wykorzystując ten czas zrobiliśmy sobie pamiątkową fotkę. Na zdjęciu nasi Przyjaciele z Dąbrowy Tarnowskiej, moja żona oraz ekipa GorliceBike.

ekipa rodzinny rajd rowerowy

Na starcie i jednocześnie mecie, bo oba te punkty były wyznaczone w jednym miejscu, czekały na uczestników Rajdu dodatkowe atrakcje. Była darmowa wata cukrowa, popcorn, malowanie twarzy dla dzieci oraz tzw. dmuchańce. Wszyscy jednak z niecierpliwością oczekiwali na chwilę startu, raz aby zdążyć przed deszczem, a dwa gdyż numerek na kierownicy mimo że to nie miał być wyścig, powodował wzrost emocji i przypływ adrenaliny.

Po dotarciu karetki i paru słowach od Organizatora oraz od Burmistrza Kukli, wszyscy około 12:20 ruszyli razem dziarsko na wybrane trasy przejazdu. Do wyboru były trasy MINI, MIDI i MAXI mające swój wspólny bieg w swych początkowych i końcowych odcinkach. Opisaliśmy je w swych postach: trasa MINI i MIDI, trasa MAXI. Podczas startu byliśmy zabezpieczani przez Policję, na końcu zaś jechała karetka i samochód z tablicą “koniec rajdu”. Po wyjechaniu ze stadionu w lewo, wszyscy zaczęliśmy zgodnie zdobywać naszą pierwszą górkę. Tu właśnie przegraliśmy naszą pierwszą rundę z deszczem, który złapał nas przy skrzyżowaniu Dukielskiej z Sokolską i Kwiatową. Część z rowerzystów ubrała na siebie odzież przeciwdeszczową i pojechała dalej, a część schroniła się pod drzewami by przeczekać przejściowy opad.

My zdecydowaliśmy się dołączyć do tej drugiej grupy, zakładając  że jest na tyle czasu, aby nadrobić ten postój później na trasie Rajdu. Po 5 minutach, gdy przestało padać ruszyliśmy dalej. Jednak deszcz który spadł zaatakował nas niespodziewanie od dołu, wznoszony do góry bieżnikami naszych kół. Niezrażeni tym faktem mocno naciskaliśmy na pedały, aby odrobić postój i jednocześnie uciec przed kolejną chmurą. Podążaliśmy trasą MAXI, dlatego po wyjechaniu na Rozbój zjechaliśmy z niego do Kobylanki, później skierowaliśmy się w stronę Gorzelni, a następnie do skrzyżowania “koło Krzyża” w Kobylance, by tam skręcić dalej w lewo na Libuszę. Tutaj niestety znów przegraliśmy wyścig z deszczem, który ponownie zaczął padać. Lekko zmoczeni dotarliśmy na przystanek autobusowy, żeby ponownie się przed nim skryć.

Czekając tu na zmianę pogody byliśmy mijani przez kolejnych rowerzystów, którzy w strugach deszczu dzielnie pokonywali trasę. W pewnym momencie podjechał samochód z tablicą “koniec rajdu” i zatrzymał się przy nas. Okazało się, że na trasie zostaliśmy ostatni, a samochód zamykający rajd nie może nas minąć i pojechać dalej, gdyż musi podążać za ostatnim uczestnikiem na trasie. W tedy podjęliśmy decyzję, że zmierzymy się z deszczem, który w między czasie stracił dużo na swej intensywności. Poza tym, świadomość że jesteśmy ostatni mocno nas zmobilizowała. Ubraliśmy kurtki i peleryny i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Deszcz jak by wyczuł, że już nas nie powstrzyma i postanowił przestać padać gdy byliśmy na wysokości szkoły w Libuszy. Mocno pracowaliśmy, aby nadgonić stracony czas i już przed skrętem na Wójtową zostawiliśmy asystę karetki i auta kończącego rajd za sobą przy innych uczestnikach Rajdu. Na szczęście po dojechaniu do Wójtowej okazało się, że tutaj nie padało, więc pęd powietrza suszył nasze stroje, a o deszczu przypominał nam tylko łopot Michała peleryny.

“Ja sem netoperek!” – takie skojarzenie mieliśmy jadąc tą częścią trasy… 😀

Na górce w Lipinkach przy Kościele zatrzymaliśmy się, gdyż Michał postanowił zdjąć “strój Batmana”, bo pogoda się wyklarowała i deszcz nam na razie nie groził. W tym czasie, nasi znajomi z Dąbrowy Tarnowskiej pojechali dalej, pędzeni chęcią zdobywania kolejnych górek i poznawania nowych terenów. Nas promienie słońca, które na tym odcinku trasy zaczęło przyświecać, na tyle rozleniwiły, że po przejechaniu Lipinek i przebyciu przez drogę DW993 postanowiliśmy się zatrzymać na przystanku na skrzyżowaniu w Rozdzielu i przekąsić jakiegoś batonika.
Po krótkiej chwili odpoczynku ruszyliśmy szturmować podjazd z Rozdziela pod Wapienne, a następnie w Męcinie Wielkiej pod kapliczkę. Po jej minięciu w zasadzie poczuliśmy się tak, jakbyśmy mieli za 5 minut dojechać. Przed sobą mieliśmy 5-kilometrowy odcinek zjazdowy. Na nim ustanowiliśmy swój rekord prędkości chwilowej na trasie w okolicach 50 km/h.

W ten sposób niesieni zjazdem i perspektywą kolejnego deszczu z chmur, które zaczęły pojawiać się na horyzoncie, dotarliśmy do skrzyżowania z DW977 w Sękowej. Tu właśnie na prostej w stronę Kościoła Parafialnego Michał zakrzyknął – “no to kto pierwszy?!” i pognaliśmy przed siebie jak szaleni… że też nam się chciało. 🙂

Cały czas jadąc po trasie od samego jej początku rozglądaliśmy się za biało-czerwonymi flagami, przy których mieli być Organizatorzy mający dla uczestników zdrapki, dzięki którym można było wygrać gadżety i akcesoria rowerowe. Po przejechaniu wyżej wspomnianej prostej i dojechaniu do mostu na Sękówce dotarliśmy do takiego punktu. Z uwagi na przelotne opady kilka z nich nie zostało na trasie ustawionych, dlatego na tym punkcie każdy na hasło “biało-czerwona” otrzymał 3 zdrapki. Tutaj spotkaliśmy Monikę i Jacka z Dąbrowy Tarnowskiej i po krótkim postoju ruszyliśmy razem w kierunku mety. Jadąc bacznie rozglądaliśmy się dookoła szukając zapowiedzianego kolejnego punktu z flagą. W ten sposób w szybkim tempie pokonaliśmy ulicę Węgierską, Ariańską i dojechaliśmy do wjazdu na stadion gdzie ulokowana była meta. Okazało się, że punkt z biało-czerwoną znajdował się tuż przed nią. Tam każdy przybyły dostawał po jednej zdrapce i pamiątkowy medal za udział w Rajdzie.

Mimo, że na metę nie przybyliśmy pierwsi, to w tym wyścigu zostaliśmy jednak zwycięzcami, gdyż za moment po nas, gdy my już byliśmy w punkcie wydawania posiłków regeneracyjnych pod namiotem, napędzany wiatrem przybył za nami solidny deszcz. Goniąc nas po całej trasie, na ul. Sokolskiej, w Libuszy, strasząc w Sękowej swym chmurnym obliczem, nie zdążył na metę przed nami. Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia aby swój wyścig z deszczem wygrać.

Po około 15-minutowym opadzie znów się zrobiło ładnie i można było rozegrać kilka konkurencji rowerowych dla dzieci, takich jak “wyścig ślimaków” polegający na najwolniejszym przejechaniu danego odcinka oraz tradycyjny wyścig na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. 🙂

Na mecie, mimo niekorzystnej pogody podczas Rajdu panowała wesoła atmosfera. Wszyscy cykliści rozmawiali z sobą, wymieniali się spostrzeżeniami, opowiadali swoje przeżycia z trasy i żartowali. Każdy zdrapywał swoje zdrapki, w których oprócz losów pustych można było wygrać między innymi plecaki rowerowe, nerki, lampki, bidony i breloczki. Ja miałem podczas zdrapywania wiele szczęścia, gdyż trafiłem plecak rowerowy, dwie lampki i brelok. Nagrody te mają zostać dosłane przez Organizatorów pocztą.

Na koniec odbyła się dekoracja dzieci biorących udział w wyścigach i konkursach. Wszystkie dostały pamiątkowe dyplomy, a zwycięzcy puchary. Dodatkowo w kategorii seniorów uhonorowany został najstarszy uczestnik Rajdu oraz przyznana nagroda w kategorii Rodzina. Około godziny 17 wszyscy rozjechali się do domów, ze świadomością, że w tym Rajdzie karty w sporej części rozdawał deszcz i nie wszyscy wygrali z nim swój wyścig.

Poniżej prezentujemy ślad trasy przejazdu Teamu GorliceBike wraz z Patrycją, Moniką, Jackiem i Markiem z Dąbrowy Tarnowskiej po trasie MAXI oraz dwie galerie zdjęć. W pierwszej głównie zdjęcia ze startu i mety, w drugiej sporo zdjęć z trasy.

Całkowity dystans: 37.48 km
Najwyższy punkt: 430 m
Najniższy punkt: 260 m
Wysokość podjazdów: 503 m
Wysokość zjazdów: -501 m
Pobierz GPX
PS. Coś nas tu aplikacja lub GPS lekko oszukuje, wartość podjazdów to 358 metrów, a zjazdów 359. Widać, że zaczęliśmy Rajd o metr wyżej. 😀

 

« 1 z 2 »

—-EDIT—–

Poniżej prezentujemy galerie zdjęć udostępnioną dzięki uprzejmości Krystiana Kiwacza, jego autorstwa. Bardzo dziękujemy za wsparcie. 🙂

« 1 z 2 »

 

Close Menu