Legenda z Beskidu Niskiego o Sawce Hańczowskim

Legenda z Beskidu Niskiego o Sawce Hańczowskim

Przeglądając internet, a konkretnie facebook’a, natknęliśmy się na legendę dotyczącą naszych okolic. Po uzyskaniu zgody od autora postanowiliśmy się nią z Wami podzielić. Idealnie nadaje się do poczytania przy kawie w zimny jesienny dzień.
A może wy znacie jakieś legendy, opowieści i ludowe bajania rodem z naszego rejonu? Jeśli chcielibyście się nimi podzielić to bardzo chętnie je opublikujemy! Zapraszamy do kontaktu na kontakt@GorliceBike.pl


Autor: Łukasz Iwanczewski, napisane na podstawie: Legendy Łemkowskiego Beskidu – Andrzej Potocki

Dawnymi czasy, kiedy Chmielnicki zamęt czynił na Rusi, wędrowanie po Beskidzie nie było tak bezpieczne jak teraz. W górach zbójów było co nie miara, zwanych tołhajami lub beskidnikami.
Jeden z takich właśnie opryszków, co po równo w Beskidzie Niskim i Sądeckim łupił kogo popadło przez lat prawie dziesięć, zwał się Sawka Hańczowski. Nazwę wziął od miejscowości, z której pochodził -Hańczowa, koło Wysowej.

Dobrawszy sobie kompanów, zbójecki hetman Sawka niemiłosiernie i bez umiaru rabował dwory i karawany kupieckie, zdążające szlakiem węgierskim. Rzemiosło zbójeckie opanował w doskonały sposób, tak, że legendy o nim krążyły nawet za jego czasów. Nie dziwne więc, że harnicy i smolacy polowali na niego, chcąc go oddać katu w Bieczu lub w Sączu.
Gdy grunt mu się zaczął palić pod nogami w Beskidach, udał się na Podhale do rebeliantów Kostki-Napierskiego. Razem bronili się w zamku czorsztyńskim przed dragonami muszyńskimi krakowskiego biskupa Piotra Gębickiego. Kostka miał mniej szczęścia, bo pojmany i stracony został w Krakowie. Sawka natomiast cudem się uratował.

W 1656 roku zaciągnął się do chorągwi piechoty Wąsowiczów i walczył razem z góralami przeciwko Szwedom. Zbójowanie, zbójowaniem, ale jak ojczyzna w potrzebie, to wszystkie urazy trzeba zapomnieć. Takie to były czasy.

Po szwedzkiej przygodzie wrócił Sawka do zbójowania. To kupców złupili koło Czarnej, to burgrabiego z Lubowli oskubali, to domy i dwory najeżdżali. Jak trzeba było brali na tortury, żywcem opiekali, ręce obcinali, wrzącą smołą polewali.

W 1657, jesienią, gdy kompanów rozpuścił do domów, żeby trudny czas zimowy przetrzymać, pojmali go harnicy biskupa muszyńskiego. Chciał się nożem pchnąć, żeby sobie męki tortur oszczędzić, ale się nie udało. 22 grudnia 1657 roku sąd w Muszynie skazał Sawkę na śmierć przez wbicie na pal, kara najokrutniejsza z możliwych. I tak, w strasznych męczarniach, Sawka Hańczowski, hetman zbójnicki, zszedł z tego świata.

Ponoć, można go spotkać na przełęczach i w opustoszałych dolinach Beskidu Niskiego i Sądeckiego, na koniu, owianego wieczorną, jesienną mgłą. Czy to prawda ? – najlepiej sprawdzić samemu. 

Udostepnij